środa, 19 marca 2014

Złote myśli pani Elżbiety



Kiedy w grudniu 2012 roku zostałam przymknięta w szpitalu za chłoniaka (duża szkodliwość społeczna), dzieliłam celę z panią Elżbietą.  Pani Ela dała się poznać jako skrupulatna osóbka, lekko po sześćdziesiątce, chorująca na ostrą białaczkę szpikową.  Był to pewien ewenement, jeżeli chodzi o ten zamknięty oddział hematologiczny, bo osoby, które przebywały na nim, były znacznie młodsze.
Pani Elżunia bynajmniej za sześćdziesiątkę się nie uważała. Codziennie z namaszczeniem przeczesywała swoje wypadające włosy, uważnie śledziła nowinki modowe w prasie, a o polityce, jak powiadała, wiedziała dużo więcej ode mnie.
Początkowo byłam zachwycona pieczą, jaką nade mną sprawowała, ale po jakimś czasie poważnie rozważałam opuszczenie oddziału przez okno z czwartego piętra.  Przy akompaniamencie zdań wielokrotnie złożonych, wypowiadanych przez starszą panią, opcja ta wydawała mi się nader kusząca.
Pani Ela zwykła wstawać o piątej rano, ażeby dobrze przygotować się do mierzenia temperatury, które następowało około godziny szóstej.  Z tej okazji punkt piąta było odpalane radio, po czym następowało szukanie właściwej stacji, które trwało zazwyczaj pół godziny. 
Przy drażniącym zbolałą głowę szuru-buru, przewracałam się z boku na bok, błagając niebiosa o uciszenie rzężącego radia.
O godzinie szóstej pani Elżbieta wspaniałomyślnie budziła mnie, wołając „,Martyna, wstawaj, TENPERATURA” .  Mogłam błagać, skamleć i obiecywać gruszki na wierzbie – nic z tego – tenperatura bowiem zmierzona być musi.
Po takim przebudzeniu, jak się zapewne domyślacie, wisielczy humor dopisywał mi przez cały dzień.
Po TENPERATURZE pani Elcia ordynowała zażywanie kąpieli. Starsza pani dokładnie trzymała się harmonogramu, wiszącego na drzwiach naszej celi. Taka zbolała Martyna na nowo było budzona „Martyna wstawaj, bo zaraz śniadanie, trzeba iść się wykąpać”.  Moi drodzy, żadnych opóźnień być nie mogło,  nawet jakby trzeba było mnie zwlekać z łóżka półprzytomną.
Po kąpieli usnąć już nie mogłam, bo „zaraz śniadanie”. Warto tu dodać, że po chemicznych truciznach, mogłam rzygać dalej niż mój wzrok sięgał, a i tak pani Ela próbowała we mnie wmuszać jedzonko.
Raz, gdy w czułym geście obejmowałam muszlę klozetową, pani Elunia wbiegła za mną z kanapkami na talerzu, powtarzając „Martyna, musisz coś zjeść, jak zjesz, to od razu poczujesz się lepiej”.
Był to dzień, w którym pękło niebo.
Coraz trudniej było mi znosić towarzyszkę niedoli, zwłaszcza gdy fizis była w opłakanym stanie.
Wg pani Elżbiety, jedzenie było lekiem na całe zło. Boli cię głowa? Zjedz coś, a przestanie. Chce ci się wymiotować? Kanapka, ewentualnie dwie, powinny rozwiązać sprawę. Spadła ci, nie daj Boże, hemoglobinka? Wciągnij trochę baleronku.
Aurea mediocritas, Czytacze wspaniali, złoty środek.
Myślę, że pani Eli łatwo było dawać takie rady, ponieważ sama nie odczuwała żadnych ubocznych skutków chemioterapii. Jak mówiła, czuła się wręcz pełna energii.
Kolejną kwestią sporną w naszej relacji były włosy. Ja byłam i jestem zdania, że takie wypadające włosy na nic się nie przydają, a jedynie przeszkadzają, wpadając do talerzy, zostając na poduszce czy podłodze. Pani Elżbieta była całkowicie odmiennego zdania. Nie rozumiała, czemu ja swoje resztki włosów zgoliłam, bez sentymentu zresztą. Pani Ela podsumowała rzecz słowami  „głupia jesteś, żeś je zgoliła, zupełnie inaczej byś się czuła, jakbyś miała włosy na głowie. Ja swoich się nie pozbyłam i nie żałuję, przynajmniej się nie wstydzę”.  Moje poirytowanie wówczas sięgnęło zenitu, więc stanowczo odparłam, że wcale się nie wstydzę i wolę wyglądać tak, niż jak wyliniały kret.
Słowa te skutecznie podziałały na  panią Elżbietę, może dlatego, że na jej głowie pyszniły się łyse placki skóry, a jej włosy codziennie były wymiatane przez panie salowe, a przeze mnie spłukiwane w umywalce i prysznicu, który był nimi usłany.
Po takiej odpowiedzi pani Ela przestała się do mnie odzywać na całe dwie godziny.
Naturalnie szybko zapominałyśmy o naszych spięciach i dalej wspólnie wiodłyśmy sanatoryjny żywot.
Z panią Elżbietą było mi dane leżeć potem jeszcze dwa razy: gdy kończyłam drugi kurs chemii i przez cały cykl trzeci.  Powoli starsza pani zaczynała rozumieć, że nic mi się nie da wmusić, więc nasze stosunki były umiarkowanie dobre. Raz nawet, w ramach niezłego samopoczucia, dałam się namówić na naukę składania koszulki jednym ruchem ręki, wg wskazówek z Pani domu ;)
Pani Ela po chemicznych spadkach nie mogła się doczekać, kiedy jej urosną eurocyty. Czym są eurocyty, do dziś nie wiem, z nazwy przypominają mi walutę, ale doświadczenie pozwala mi się domyślać, że chodziło o granulocyty, czyli komórki, odpowiadające za odporność (i, notabene, wyjście do domu).

Wiem, że pani Elżbieta była przygotowywana do przeszczepu. Dawcą miał być brat. Niestety nie wiem jak dalej potoczyła się jej historia, ale mam wielką nadzieję, że jak najpomyślniej.


 Do usłyszenia i do boju!

PS  w przygotowaniu filmik z Mamą w roli głównej, kiedy oddawała szpiczek :) 
PS2 pamiętajcie, że 9 i 10 kwietnia, możecie się zarejestrować jako potencjalni dawcy szpiku na UW, na Kampusie Głównym w budynku dawnej Biblioteki Uniwersyteckiej, którym to wydarzeniem koordynuję JA! :)





13 komentarzy:

  1. Martynko, do mnie właśnie kilka dni temu przyszedł list, a w nim karta i puzzel z DKMS - jestem już potencjalnym dawcą szpiku kostnego. Namawiam teraz wszystkich wokół, aby również się zarejestrowali :)
    Pozdrawiam Cię cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i znowu się pośmiałam z z chorych ludzi! To normalne? Co Ty ze mną robisz?;) A co do puzzla z DKMS- ciągle czekam. Rodzina też wciągnięta;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha, umiesz człowieka rozbawic ;) muszę koniecznie zwrócić uwagę. Na eurocyty przy kolejnej kontroli ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również jestem w trakcie rejestracji, dzisiaj odesłałam formularz rejestracyjny, ale swoją drogą bardzo mnie zażenowało w formularzu, że należy zaznaczyć jak się przekaże darowiznę i ile, trochę to nie na miejscu w takiej chwili jak ktoś zdecydował się na taki krok, żeby się zarejestrować to i tak jest już dużo. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymaj się, Martyna.

    A czerwona rybka słabo zbiera zakręty!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha ha ha wylinialy kret najlepszy. ..usmialam sie do lez. Martynko zdrowka zdrowka i jeszcze raz zdrowka. P.S ja tez lezalam kiedys w szpitalu w jednej sali z pania wyznania pewnej religii ktora mnie zameczala czytaniami swojej swietej ksiegi. ..to byla masakra. Zeby miec troche spokoju zmuszona bylam nie raz do cwiczenia roli spiacej krolewny do momentu wyswobodzenia mnie przez moja rodzinke albo przyjaciol. Uraz na cale zycie ha ha. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety dawcą DKMS nie mogę byc, ale noszę kartę dawca.pl oświadczenie woli o pobraniu narządów do przeszczepu po śmierci. A co sądzisz o takich zdarzeniach w TV? https://www.youtube.com/watch?v=5ZV_1lfK6UQ

    OdpowiedzUsuń
  8. Przytyję do 50 kg i zarejestruję się jako dawca szpiku ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja jestem dawczynią od jakiś 6 lat i puzel mi zginoł :-(

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, jestem studentką medycyny na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie. W ramach działalności w Studenckim Kole Naukowym przy Klinice Hematologii, Onkologii i Transplantologii Dziecięcej przeprowadzam ankietę na temat korzystania przez pacjentów z Internetu jako źródła informacji o chorobie nowotworowej. Jeśli znajdziesz chwilkę, by wypełnić moją ankietę, będę bardzo wdzięczna. Jestem szczerze zdziwiona tym, co napisałaś w poprzednim poście na temat osób podszywających się za pacjentów w internecie... To przede wszystkim bardzo smutne - bo rodzi potem w ludziach nieufność wobec wszystkiego i wszystkich... Ech. Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję. Link do ankiety:
    https://docs.google.com/forms/d/1r53eqKnRB5ZJrisN4xJfkS-V0cwSi-bKmikmjYkxV84/viewform

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć Mati !!! potencjalnym dawcą jestem od 5 lat i czekam na tel. zorganizowałam również dzień dawcy u siebie w mieście. Ale nie o tym trafiłam do Ciebie dzisiaj jesteś boska ! sposób w jaki to opisujesz ... arcydzieło !!! kajam się teraz bo jęczę po kontuzji kolana a dopiero boli 3 tygodnie . pełna podziwu z gorącymi życzeniami zdrowia Syla

    OdpowiedzUsuń
  12. Napisz coś. Ludzie czekają. Ani się waż poddawać.

    OdpowiedzUsuń
  13. jak waże jest dobzre trafić z lokatorką w szpitalu bardzo dobrze coś o tym wiem, oj bardzo
    Zdrówka!!!

    OdpowiedzUsuń