środa, 17 grudnia 2014

„Ludzie są tam najbardziej żywi, umierając”


„Ludzie są tam najbardziej żywi, umierając”

         Każdy człowiek ma swoją definicję życia. Dla jednych to spełnianie marzeń, a dla innych sama możliwość egzystowania. To dziwne, lecz dopiero wizja rychłej śmierci sprawia, że zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że życie jest największą wartością i nie ma nic nad nią.
         Znakomita część osób na kuli ziemskiej nie żyje, a wegetuje. Nie mają perspektyw, nie dążą do niczego, ograniczają swoje potrzeby do tych najpilniejszych. Trwają w takiej stagnacji, marząc nie o czymś wzniosłym, ale o tym, by żadne komplikacje nie burzyły ich codziennego porządku. Ich życie to linia prosta.
 Paradoksalnie, kiedy ciężko chora osoba jest podpięta do maszyny monitorującej funkcje życiowe organizmu, to linia prosta oznacza śmierć.  A zatem czemu tak wielu z nas pogrzebało się za życia?
Wtłaczamy sobie do żył truciznę zwaną letargiem i funkcjonujemy w uśpieniu, zapominając, że po śmierci także będziemy pogrążeni we śnie. Tyle, że znacznie głębszym.
Losowe przypadki sprawiają, że wybudzamy się ze śpiączki – nagle zaśniedziałe trybiki zostają ponownie wprawione w ruch, krew zaczyna pulsować w żyłach,  a klapki z zaspanych oczu opadają. I przychodzi zdumienie. Tyle spraw do zrobienia, a czasu przecież wciąż ubywa. Jak mogliśmy przeoczyć to, że jesteśmy śmiertelni? Co robiliśmy przez ostatnie lata? I w tym momencie powracają marzenia. Przypomina nam się co od zawsze chcieliśmy zrobić, gdzie pojechać, co zobaczyć. I to wszystko dopiero w chwili, gdy wiemy, że śmierć depcze nam po piętach. W chwili, kiedy doznajemy olśnienia, że koniec jest faktycznie nieuchronny.

Może to śmierć jest największym spektaklem w naszym życiu i roli w nim nie sposób odmówić? A może brak adrenaliny w codziennym funkcjonowaniu sprawia, że popadamy w apatię? A może brak marzeń? Nie wiem, ale zawsze pozostanie dla mnie zagadką fakt, że zaczynamy żyć naprawdę dopiero, gdy umieramy. 


Ściskam Was, Drodzy, i życzę, żeby Święta upłynęły Wam jak najmilej. 
Do siego roku, Wojownicy!










18 komentarzy:

  1. Mocne ruszyło mnie .. dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana,
    to prawda, zaczynamy żyć dopiero, gdy widzimy koniec.
    Jak to powiedział kiedyś ktoś mądry: "żyjemy, jakbyśmy mieli nigdy nie umrzeć, a umieramy, jakbyśmy nigdy nie żyli".
    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny wpis ... daje do myślenia. Myślę, że wielu z nas , chciało by żyć jakby jutra miało nie być, jednak marzenia, podróże i wszystko inne co tak naprawdę jest ważne, przekładamy na później ...
    Buziaki Martynko <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Są godziny, które liczą się podwójnie
    i tygodnie nie warte jednego dnia.
    Niechaj w nadchodzącym Nowym Roku wszystko po równo się rozkłada i wszystko pieknie uklada:) zdrowia, pomyslnosci i samego dobra, zyczy
    emi

    OdpowiedzUsuń
  5. Martyno, rozumiem bo wiem, czuję, pozdrawiam i życzę Świąt i dobrych ludzi na Twojej drodze:))) Beata

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny wpis! ♥
    Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym.
    Wszystkiego dobrego na Święta Bożego Narodzenia i cały nadchodzący rok! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Kochana, pomyślności z okazji Świąt! :)

      Usuń
  7. Trafiłam tu przypadkiem. Zauważyłam pomyłkę w opisie. Powinno być: x oznacza dużego guza, b są to objawy ogólne.
    Również pisanie "w opozycji do raka" jest nadużyciem, gdyż chłoniaki są zupełnie inną grupą nowotworów niż raki. Mam nadzieję, że się nie obrazisz na poprawki, ale sama napisałaś: "Blog zdecydowałam się założyć, ponieważ potwornie drażniła mnie niska świadomość i brak podstawowej wiedzy na temat nowotworów wśród społeczności..."
    To zdanie ośmieliło mnie do napisania tych uwag, choć nie są one związane z powyższym postem.
    Pozdrawiam i życzę zdrowia. Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wskazanie pomyłki w opisie, faktycznie pomyliłam kolejność ;) Co do pisania "w opozycji do raka", to jest to zabieg celowy i świadomy. Doskonale zdaję sobie sprawę, że chłoniak nie jest rakiem, a nowotworem złośliwym. Pozwoliłam sobie jednak na to, ponieważ primo: lepiej brzmiało, secundo: nawet Fundacja DKMS używa sformułowania rak krwi, więc myślę, że to po prostu weszło do mowy potocznej i można przymknąć na to oko, Tertio: również pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. Zupełnie niepotrzebnie "anonimowy" popisał się wiedzą. Martyna doskonale wie, co Jej jest, niezupełnie potrzeba Ją poprawiać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć ! Pewnie sama widziałaś chwile sam walczyłem ze śpiączką, coś poszło nie tak potem mnie nie wzbudzali ale jak już się udało od 6 dni staram się funkcjonować jak człowiek, póki co ciężko o nawet nie mam głosu żeby się odezwać tylko szept, za kilka dni sam wszystko opisze jak się dowiem co było, wiem na pewno że 17 jeszcze spałem Pozdrawiam ! www.lymphomaboy.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Życie jest ostatnim promykiem zachodzącego słońca, zaś promyk słońca to życie każdego nowego dnia... Życzę Ci takich promyków całe setki...

    OdpowiedzUsuń
  11. Mądrze napisane:) podobne mam odczucia i uważam, ze dopiero odkąd dowiedziałam się,że mam raka, zaczęlam żyć pełną piersią;)
    Dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  12. czy to juz koniec bloga?:) bylam z Toba w te ciezsze dni, a gdy juz remisja, odsuwasz nas od swojego zycia?:(

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy, odwaliło Ci, prawda?

    Pomogłeś, to i chwała. Pretensje masz, że kobieta wróciła do życia? Że już nie żebrze o wsparcie?

    BO NIE MA TAKIEJ POTRZEBY. Znajdź kogoś innego, kto płacze. Skoro tak dobrze się czujesz w roli pocieszyciela.

    Poza tym Martyna nie zniknęła; bardzo łatwo Ją znaleźć. I - raczej nie życzę Ci, Anonimowy, Jej problemów.

    OdpowiedzUsuń
  14. Szkoda że w blogu tej dziewczyny nie ma ani słowa o Jezusie Chrystusie, Bogu, Dawcy życia, o tym że powinniśmy żyć dla Jego chwały, w radości, cierpieniu, zawsze; i pamiętać że On nas nie zawiedzie, że zawsze na nas czeka, że przygotował nam miejsce w Swoim Królestwie. Szkoda że tak niewielu o tym pamięta...

    OdpowiedzUsuń